Bartłomiej Sosna

"Droga do sukcesu to zdolność do ciągłych zmian"

Category: Rozwój osobisty (Page 1 of 2)

Zmiana, która zaprowadzi Cię tam gdzie chcesz.

Zmiana to coś, czego zdecydowana większość z nas nie lubi, wprawia w zakłopotanie, dyskomfort i uczucie niepewności. Każda zmiana w życiu doprowadza do uczucia pewnych obaw: a co będzie gdy?… a co będzie później?… jak sobie z tym poradzę?… itd. Nieważne, czy zmiana dotyczy podjęcia najbardziej błahej decyzji, zmiany planów, co zjeść dziś na obiad, gdzie pojechać w ten weekend czy też bardziej odpowiedzialnej, czy założyć swoją firmę, jaką strategię obrać dla swojego biznesu, czy poślubić tę osobę, czy zamieszkać w danym miejscu? Każda z tych decyzji wywołuje pewne skutki w przyszłości, z którymi będziemy się musieli zmierzyć.

Nigdy nie mamy stuprocentowej pewności czy dana decyzja i zmiana naszego postępowania doprowadzi nas bezpośrednio w miejsce, w które chcemy dojść. Niemniej zaplanowanie zmiany i zarządzanie zmianą zarówno pod kątem fizycznym, operacyjnym jak i radzeniem sobie z własnymi uczuciami pomaga osiągać cele i dużo lepsze rezultaty niżeli robilibyśmy to bezwładnie, w sposób bierny i przypadkowy.

Jestem wielkim zwolennikiem zmian w życiu, począwszy od zmian nawyków, zmian rytuałów, aż po wychodzenie poza wszelkiego rodzaju schematy myślowe oraz ciągłe doskonalenie. Moim zdaniem zmiana może być synonimem rozwoju, gdyż rozwój następuje tylko i wyłącznie wtedy gdy zmieniamy się, stajemy się coraz lepsi.

Można by zakwestionować powyższe stwierdzenie, gdyż czasami zmieniamy coś na gorsze, np. pracę, środowisko czy podejmujemy błędną decyzję biznesową, która prowadzi do odwrotnych rezultatów niż założyliśmy. Tu jednak powinniśmy się znowu odnieść do nastawienia, bo każda błędna decyzja czy zmiana na gorsze sprawia, że zdobywamy większe doświadczenie i możemy popatrzeć na dany problem czy zdarzenie z szerszej perspektywy. Interpretując więc rzekomo gorszą zmianę poprzez pryzmat pozytywnego nastawienia i wyciągania wniosków w celu lepszej percepcji zmiana nigdy nie będzie dla nas zła.

Czytaj więcej

Zaliczony maraton i wyciągnięte wnioski…

Jakiś czas temu publikowałem wpis zatytułowany Jak w 3 miesiące schudnąć 20kg i przebiec maraton. Dziś minęły już te trzy miesiące i jestem kilka dni po maratonie. Wyciągnąłem z tego pewne wnioski i refleksje, którymi chciałem się z Tobą podzielić.

W odpowiedzi na pytanie czy da się przebiec maraton po trzech miesiącach treningów odpowiadam z pełną odpowiedzialnością że tak, ale nie jest to ani najlepszy, ani mądry pomysł. Policzyłem, że mój plan przygotowawczy do maratonu to dokładnie jedenaście treningów po kilkanaście kilometrów. Pięć z nich to były biegi po około 20km. Wszystkie po górach, lub górkach – kwestia interpretacji.

Każdy doświadczony biegacz powie, że to o wiele za mało i teraz po zaliczonym maratonie podpisuje się pod tym obiema rękami. Dodatkowy problem jaki mnie spotkał to kontuzja ścięgna. Dzień przed maratonem byłem na weselu, na którym niefortunnie naderwałem ścięgno w nodze. Jest to kontuzja, która powtarza się u mnie już trzeci raz w tej samej nodze, więc znam nieco temat.

Mimo tego, że rano ledwo chodziłem, nie umiałem wyjść z auta na parkingu przed linią startu to zdecydowałem się na ten bieg. Pragnienie i upór umysłu wygrało z niezdolnością organizmu. Kilka miesięcy temu zdecydowałem, że to zrobię i nic nie mogło mi stanąć na drodze. Rezygnacja ze startu była najprostszym rozwiązaniem, które niosłoby za sobą szereg konsekwencji związanych z moimi emocjami i uczuciami.

Wiem, że rezygnując ze startu przegrał był zbyt wiele, doznałbym porażki i przykrości związanej z niespełnionym marzeniem czy nieosiągnięciem danego celu. Takie doświadczenie powaliłoby moją pewność siebie i zdolność do pokonywania słabości na kolana. Wiedziałem, że musze chociaż wystartować, aby nie pluć sobie w twarz, że nie podjąłem walki. Przyjąłem do siebie tylko dwa scenariusze, albo dobiegnę, albo mnie odwiezie karetka – sam na pewno nie odpuszczę.

Z jednej strony to bardzo nieodpowiedzialne, nierozsądne, niemądre i niedojrzałe, ale z drugiej strony to definiuje mnie w pewnej sytuacji i utwierdza w przekonaniu, że mimo niesprzyjających warunków można, a nawet należy walczyć o swoje. Po szybkiej analizie wszystkich za i przeciw, uznałem, że w najgorszym wypadku wywiozą mnie karetką, zagipsują na dwa miesiące lub będę chodził o kulach przez pół roku.  Nie była to więc walka na śmierć i życie, więc podjąłem wyzwanie.

Naderwane ścięgno tak bolało, że nie mogłem zrobić większego kroku niż klasyczny chód. Biegłem więc powoli, krok po kroku stałym tempem. Nie było to nawet takie złe, ale zauważyłem pewne wady. Zbiegając z góry musiałem ograniczać zakres kroku, aby nie zerwać ścięgna, więc nie mogłem wykorzystać potencjału i zalet zbiegów. Równym i stałym tempem przebiegłem około 20 kilometrów, ale ból w prawej nodze sprawił, że większy nacisk kładłem na lewą. Na półmetku zaczęły się moje problemy. Mięśnie w lewej nodze oszalały, doznałem poważnych skurczy, tak że przez kilkaset metrów noga była sztywna. Od tej pory problem ze ścięgnem nie był już najważniejszy.

Po kilku kilometrach zaczęły się problemy z drugą nogą, miałem skurcze w obu udach i obu łydkach, a ból był w tylu miejscach, że nie mogłem już go miejscowo zlokalizować. Można powiedzieć, że od około 25-30kilometa walczyłem o przetrwanie, a nie o wynik. To były ciężkie momenty, przez 3 godziny biegu walczyłem z bólem i słabościami, ale w duchu myślałem sobie, że „teraz będzie z górki, w końcu większość trasy za mną”. To jednak tak nie działa. Każdy następny kilometr był coraz gorszy, a ostatnie cztery kilometry ciągnęły się w nieskończoność.

Finalnie wbiegłem na nowy stadion śląski o własnych siłach pełen radości i zadowolenia z wykonanej pracy. Ten moment wynagradzał wszystko. Sprawił, że osiągnąłem kolejny poziom swoich możliwości pod kątem sportowym jak i emocjonalnym. Bardziej poznałem siebie i mocno przećwiczyłem negocjacje mózgu z resztą organizmu na temat tego co się da, a czego się nie da zrobić. Był to moja wewnętrzna walka, stricte psychologiczna a nie wydarzenie sportowe. Dla mnie znaczyło to wiele, kosztem chwilowego utraty zdrowia. Opłacało się.

Podsumowując jednak, teraz z pełną świadomością wiem, że takie treningi to zdecydowanie za mało i należy biegać częściej. W przyszłym roku postaram się staranniej przygotować i w miarę unikać kontuzji z tzw. własnej głupoty. Nie polecam nikomu rzucać się na maraton bez odpowiedniego przygotowania, bo zakwaszone mięśnie, bóle w ścięgnach i w stopach to ciężka przeprawa. Wiem również, że treningi po górach pomogły mi w podbiegach, ale z kolei odzwyczaiłem się całkowicie od asfaltu. Na asfalcie biegnie się fatalnie, bolą stopy i kolana, a w górach tego nie było.  Aby się dobrze przygotować trzeba więc uwzględnić teren, po którym trenujemy, wzniesienia, tempo i często pogodę. W górach biega się o wiele lepiej niż w miejskiej dżungli, powietrze jest czystsze, drzewa osłaniają przed słońcem, nie biegniemy po twardym i rozgrzanym asfalcie. Mimo wszystko uważam to za świetne doświadczenie, które chyba uzależnia, bo w przyszłym roku na pewno też podejmę wyzwanie.

Dlaczego koncentracja na wielu projektach kończy się rozproszeniem?

Dziś chciałem się podzielić z Wami moimi przemyśleniami na temat rozproszenia. Rozproszenia koncentracji związanego z prowadzeniem trzech firm, projektów jednocześnie. Od kilku lat prowadzę hurtownię pod marką NTS, a w między czasie stworzyłem jeszcze kilka odrębnych podmiotów, marek, które rozwijałem tak naprawdę w celu sprzedaży.

Każda firma, każde dodatkowe przedsięwzięcie wymagało oczywiście zaangażowania i poświęcenia. Na początku to zaangażowanie musi być i jest duże, ale z czasem jak firma zaczyna zarabiać, przynosi już jakieś korzyści to chęci powoli opadają. Opadają dlatego, że w dalszym ciągu musimy się skupiać na naszym głównym biznesie.

Po latach prowadzenia kilku firm doszedłem do wniosku, że to nie jest dobry pomysł w takiej formie. Mówię oczywiście o skali mikro, gdzie w każdy projekt trzeba angażować się osobiście. Nie jestem jeszcze Richardem Brandsonem, który ma czterysta spółek, jego nazwisko już jest marką, a każda firma płynie na jej fali 😉

Każda firma, którą budowałem, krok po kroku zaczynała się rozwijać. Dopóki koncentracja i zaangażowanie w dany projekt było na wysokim poziomie wszystko kroczyło do przodu. Zawsze jednak z czasem powracałem myślami do NTSu, a pozostałe projekty stawały w miejscu.

Czytaj więcej

Jak w 3 miesiące schudnąć 20kg i przebiec maraton.

Odpowiadając na tytułowe pytanie jak w trzy miesiące schudnąć 20kg i przebiec maraton muszę cofnąć się kilkanaście miesięcy wstecz. We wrześniu 2015 roku ważyłem jeszcze około 108-110kg przy wzroście 188cm. Taka waga nie przeszkadzała mi w codziennym funkcjonowaniu do czasu kiedy zacząłem biegać.

Po dwóch tygodniach biegania niewielkich odcinków dostałem zapalenia w obu kolanach, co zmusiło mnie do miesięcznej rehabilitacji. Uznałem, że muszę schudnąć, aby nie narażać stawów na takie tortury i kalectwo.

Moja dieta była bardzo prosta i okazała się całkiem prostym sposobem na zrzucenie kilkunastu kg w przeciągu 5-6 tygodni. Cała filozofia polegała na zmniejszeniu porcji i regularnych posiłkach co 3 godziny – tak jem do dziś i dzięki temu nie dopadł mnie efektu jojo.

Czytaj więcej

Jak widzi optymista, czyli mój punkt widzenia na przykładzie przeprowadzki?

Już długo nie pisałem żadnego artykułu, ponieważ chwilowo miałem dość mocno napięty grafik. Mniej więcej dwa miesiące temu kupiłem drewniany dom w górach, który cały czas remontuję. Wreszcie zbliżamy się ku końcowi i myślę, że w połowie maja będziemy się tam wprowadzać. Dziś opiszę krótką refleksję związaną z naszą sytuacją,  czyli przeprowadzką. Na zdjęciu widać drogę na moje „osiedle”.

Dlaczego o tym piszę?

Chciałem Ci pokazać, że w każdym momencie życia podejmujemy dość ważne decyzje, które wiele osób przeraża, a tak naprawdę wcale nie są takie straszne. Podjęliśmy z żoną decyzję o przeprowadzeniu się z miasta do niewielkiej górskiej miejscowości oddalonej 40 kilometrów od naszego obecnego miejsca zamieszkania.

Na samym początku, zanim kupiliśmy ten dom, wielu naszych znajomych i osób z otoczenia było bardziej przerażonych tym faktem, tak jakby sami mieli tam zamieszkać. Ogólne opinie jakie słyszeliśmy dookoła brzmiały mniej więcej tak:

Czytaj więcej

Dlaczego wolność finansowa nie powinna być Twoim celem w życiu?

Dochód pasywny to w ostatnich latach coraz bardziej popularne pojęcie. Prawie każdy kto czytał książki Kiyosakiego, chce tak jak on żyć z wynajmu nieruchomości i cieszyć się dobrami tego świata. Nie każdy jednak przekonał się, że to nie do końca tak wygląda jak przedstawia to autor, trenerzy biznesu, oraz wszelkiego rodzaju kołcze i mentorzy.

 

Zacznijmy jednak od samej definicji. Dochód pasywny to taki dochód, który przynosi nam stały zysk bez naszego zaangażowania w pracę. Taki dochód buduje się po to, aby doprowadził nas do wolności finansowej. To z kolei stan, w którym więcej pieniędzy wpływa na nasze konto niż z niego wydajemy zachowując dogodny dla nas standard życia.

 

Jedni ludzi głęboko w to wierzą, że tak może być, inni kpią i drwią twierdząc, że to niemożliwe, a same pojęcia i ich definicje to literacki stek bzdur.

Gdzie więc szukać prawdy?

Czytaj więcej

Nawyki, które kreują Twoją przyszłość.

Portrait young woman deciding whether to eat healthy food or sweet cookies she is craving sitting at table isolated white background. Human face expression emotion reaction. Diet nutrition concept

Dlaczego zbudowanie dobrych nawyków dzisiaj stworzy nam lepsze jutro?

Mimo tego, że powszechnie wszyscy wiedzą, że nie można żyć ani przeszłością, ani przyszłością wielu z nas tak właśnie żyje. Zastanów się jakim jesteś typem człowieka, bo to ma kluczowy wpływ na twoją przyszłość. Jedni żyją przeszłością, czyli umęczeni codziennością siadają co weekend do kieliszka rozpamiętując jak to kiedyś było dobrze. Zarobki były lepsze, czasy ciekawe, praca była wszędzie, nie było takiego pędu życia itd.

Inni z kolei to marzyciele, którzy żyją z dnia na dzień czekając na cud. Marzą o tym i myślą, że kiedyś spadnie na nich niespodziewanie wygrana w lotto, super oferta pracy czy mega spadek po wujku z Ameryki. Lata mijają a oni dalej marzą.

Trzecia grupa ludzi to tacy, którzy wiedzą. Są świadomi tego, że żyją w teraźniejszości i tylko dzisiaj mogą zadecydować oraz mieć stuprocentowy wpływ na swoje życie. Nie możemy zmienić przeszłości, ale możemy kreować przyszłość poprzez działania w teraźniejszości.  Aby marzenia zostały spełnione trzeba podjąć działanie dzisiaj.

Poniżej kilka namacalnych przykładów nawyków, które kreują naszą przyszłość. To nie są jakieś filozoficzne prawdy tylko powszechnie znane fakty i prawa rządzące naszym światem.  Pokażę zarówno złe nawyki jak i dobre, bo każde z nich mają niebagatelny wpływ na naszą przyszłość:

Czytaj więcej

Dlaczego porażki pomagają nam w osiąganiu sukcesu?

handwriting blackboard writings - Failure teaches success

Porażki z jednej strony są nam potrzebne, a z drugiej strony nie mamy tu za wiele do gadania, bo i tak co jakiś czas ich doświadczamy. Aby jednak odpowiedzieć na tytułowe pytanie: dlaczego pomagają nam w osiąganiu sukcesu zacząłbym od definicji samego sukcesu. O znanych biznesmenach, aktorach, piosenkarzach czy sportowcach mówi się, że to ludzie sukcesu.

A czym właściwie jest ten sukces?

Otóż dla każdego sukces będzie czymś indywidualnym, mało tego, będzie czymś subiektywnym w danym okresie czasu. Uważam, że nie da się jednoznacznie zdefiniować pojęcia sukces. Możemy doświadczać mikro sukcesów każdego dnia lub osiągnąć sukces w życiu w ogóle, jako całokształt. Ale czy osoba mająca lat dwadzieścia może powiedzieć, że osiągnęła w życiu sukces? Zdecydowanie nie, gdyż ma jeszcze przed sobą wiele lat doświadczeń, wzlotów i upadków. Jeżeli taka osoba posiada ponadprzeciętne zdolności, jest pracowita, zaangażowana w różne projekty lub jest osobą medialna, rozpoznawalną to może powiedzieć o sobie, że w danym momencie osiągnęła sukces. Stan ten jednak jest przejściowy i chwilowy, ponieważ każde nasze osiągnięcie, które wcześniej było czymś abstrakcyjnym i nieznanym, po jego zrealizowaniu staje się czymś normalnym, rutynowym.

Czytaj więcej

Dlaczego mi się nie chce, czyli co zrobić, aby mi się chciało?

change same repeat the old or innovate and go for progress in your life career or a new relationship break with bad habits stagnation or improvement and evolution road sign

 

Do tego artykułu zainspirowały mnie trzy osoby, które zupełnie przypadkowo spotkałem, gdzieś w sklepie i na mieście. W tym samym tygodniu trzy różne, znajome mi osoby zadały mi to samo pytanie: czy mi się to wszystko chce robić? Pytanie dotyczyło różnych projektów, w które obecnie się angażuję i właśnie dzisiaj chciałem się podzielić tym dlaczego mi się chce.

Pytanie może dotyczyć każdego z Was, również Ciebie i wszystkiego czego pragniesz w życiu. Wiele chciałbyś zrobić lub robić, ale paradoksalnie Ci się nie chce. Zazdrościsz innym, że jeżdżą na nartach, chodzą po górach, trenują, prowadzą biznes lub mają hobby, dla którego poświęcają się bez reszty. Z jednej strony myślisz, że to fajne, ciekawe i też byś tak chciał, ale z drugiej to wymaga sporo pracy, czasu i zaangażowania.

W momencie znajdujesz szereg wymówek, które wykluczają Cię z tego, co naprawdę chciałbyś robić. Standardowo, brak Ci czasu, pieniędzy, motywacji, siły, możliwości, sprzętu itd. To czy Ci się chce, czy nie w przeważającej mierze zależy od twoich nawyków. Nawyki to coś, co w 80% kieruje naszym życiem. Nawyki wypływają z podświadomości, która jest bezpośrednio kształtowana przez naszą świadomość. Możesz myśleć, że to nieprawda, ale z takim przekonaniem tylko sobie szkodzisz.

Wyobraź sobie, że idziesz chodnikiem w jesienny dzień. Cały czas pada, wzdłuż ulicy są głębokie kałuże – to chyba akurat normalne na naszych drogach. W ogóle nie zastanawiasz się nad tym, którą nogę podnieść i gdzie ją postawić. Nie musisz nad tym myśleć, bo robi to twoja podświadomość. Jeżeli musiałbyś podjąć w ułamku sekundy decyzję, czy należy wziąć teraz oddech czy nie, czy mrugnąć oczami czy nie, podnieść lewą nogę czy prawą itd. to najprawdopodobniej już byś był na oddziale zamkniętym faszerowany serotoniną i innymi specyfikami.

Czytaj więcej

Masz marzenia, ale nie masz na to czasu i siły?

 

szczyt-marzenie-osiągniecie

Nie da się ukryć, że żyjemy w bardzo szybkich i agresywnych czasach. Wszelkie urządzenia, które miały nam ułatwiać komunikację między sobą, przyspieszać transport, pomagać być efektywnym zostają wykorzystywane przeciwko nam.

Telefon miał ułatwić nam kontakt z bliskimi na całym świecie. Internet powinien nam dać wiedzę z całego świata i odpowiedzi na wszelkie nurtujące nas pytania. Samochód czy samolot miał służyć do wygodnych, coraz to dalszych podróży po całym świecie i tak dalej…

Niestety praktyka pokazuje, że owe dobra wykorzystujemy w całkowicie inny sposób niż był zamierzony. Zamiast telefonować do bliskich musimy wykonywać lub odbierać dziesiątki telefonów od klientów. Internet nie służy stricte do pozyskiwania wiedzy i odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Oczywiście, wiele odpowiedzi tam znajdziemy, ale czy na pewno z tego korzystamy we właściwy sposób?

Czy nie jest tak, że spędzamy kilkanaście godzin tygodniowo na przeglądanie bzdur, rzeczy zupełnie bezwartościowych, albo wchłaniamy informacje, które w ogóle nie są nam potrzebne do życia? W między czasie jesteśmy jeszcze bombardowani setkami reklam firm, które wywierają ogromny wpływ na nasz sposób percepcji. Jedziemy samochodem, albo siedzimy na kibelku i gdzieś w głowie słyszmy melodyjkę z reklamy operatora telefonii komórkowej(w tym momencie większość z nas pewnie myśli o T-mobile).

Środki transportu zamiast służyć nam do dalekich podróży sprawiły tylko, że możemy szybciej przemieszczać się do pracy, którą poszukujemy coraz dalej. Kiedyś pracowaliśmy na miejscu, w swoim mieście lub w miastach sąsiednich. Dziś normą jest praca oddalona o 50,70 a nawet 100km od miejsca zamieszkania.

Obecnie jesteśmy wielofunkcyjnymi cyborgami, którzy jadąc samochodem muszą telefonować, odpisywać na maile i sms, bo nie ma czasu. Każdą wolną chwilę wypełnia Internet. Większość ludzi chodzi już z telefonem do łazienki, aby sprawdzić wiadomości na facebooku i maile. Badania dowodzą, że zdecydowana większość użytkowników FB sprawdza go zaraz po przebudzeniu, zanim jeszcze umyją zęby!

Cała technologia, która miała nam służyć i ułatwić życie, przyspieszyć rzeczy czasochłonne, okradła nas z całego wolnego czasu. Jesteśmy niewolnikami. Pomijając fakt inwigilacji, GPSów i wszechobecnej kontroli jesteśmy sterroryzowani przez urządzenia mobilne oraz wszechobecne informacje.

O pracownikach korporacyjnych mówi się, że są szczurami w wyścigu. Ja jednak twierdzę, że wszyscy nimi jesteśmy. Korporacje wyśrubowały możliwości sprzedaży, wykonanych telefonów w ciągu dnia, odbytych wizyt u klientów do maksimum. To krok po kroku sprawiało, że zyskiwały przewagę konkurencyjną ponieważ były, a w zasadzie ludzie tam pracujący byli bardziej efektywni. To bezpośrednio przełożyło się na potrzebę podążania tym tropem innych przedsiębiorstw, a nawet bardzo małych firm. Zwiększona efektywność i postęp technologiczny przyspieszył wszelkie procesy produkcyjne. To z kolei doprowadziło do spadku cen większości towarów luksusowych, które nie są obecnie luksusowe. Telefony, samochody, bilety lotnicze, telewizory, komputery to dobra, które są standardem. Stały się wszechobecne. Nie mają już jednak dla nas żadnej wartości, ponieważ każdy je ma lub może mieć.

To błędne koło doprowadziło do tego, że każdy z nas uzależniony jest od tych dóbr, które są niepotrzebne, ale wymagane przez naszą kulturę i cywilizację. Na te dobra wszyscy musimy ciężko całymi dniami pracować mimo, że paradoksalnie są one dostępne i tanie. Jest ich jednak tak wiele, że cały czas musimy za nimi gonić.

Nie mamy czasu.

Jak więc znaleźć siłę i czas na to co chcemy robić? Poniżej trzy zasady, które pomogą Ci zyskać parę dodatkowych chwil dla siebie. Nie mogę napisać, że pozwolą Ci zyskać czas, ale na pewno będziesz mógł lepiej nim dysponować.

Czytaj więcej

Page 1 of 2

Copyright 2016 Bartłomiej Sosna. & Uruchomienie blogu Gafdesign