Bartłomiej Sosna

"Droga do sukcesu to zdolność do ciągłych zmian"

Month: Październik 2017

Pomysł na biznes – mieszkanie na wynajem krótkoterminowy.

Pomysł na biznes – mieszkanie na wynajem krótkoterminowy

Ostatnio spędziłem kilka dni w Katowicach i to zainspirowało mnie do opisania modelu biznesowego jakim jest najem krótkoterminowy. Zdarza mi się jeździć również do Warszawy gdzie śpię w różnych hotelach, ale coraz częściej decyduję się jednak właśnie na wynajem apartamentu.

Dziś opiszę w szczegółach jak w relatywnie prosty sposób można zacząć budować biznes oparty na najmie krótkoterminowym. Najpierw kilka słów dla tych, którzy nie orientują się jak to działa.

Wchodząc np. na portal booking.com(z niego zawsze korzystam) wpisujesz sobie miasto, w którym chcesz spędzić noc. Ustalasz datę przyjazdu i wyjazdu i klikasz szukaj. Po chwili otrzymujesz informacje o wszystkich(zarejestrowanych na bookingu) noclegach w okolicy. Możesz posortować to np. wg ceny i co się dzieje?

W Katowicach pierwsze pozycje, te najtańsze oscylują w granicach 100zł/noc za apartament lub hotel. Czasami już trzecia pozycja to cena powyżej 250zł/noc i dalej 300, 500, 700zł/noc. Widzisz w czasie rzeczywistym jak znikają te najtańsze oferty sprzed nosa. System informuje, że ktoś dokonał właśnie rezerwacji lub został ostatni pokój w promocji.

Czytaj więcej

Zaliczony maraton i wyciągnięte wnioski…

Jakiś czas temu publikowałem wpis zatytułowany Jak w 3 miesiące schudnąć 20kg i przebiec maraton. Dziś minęły już te trzy miesiące i jestem kilka dni po maratonie. Wyciągnąłem z tego pewne wnioski i refleksje, którymi chciałem się z Tobą podzielić.

W odpowiedzi na pytanie czy da się przebiec maraton po trzech miesiącach treningów odpowiadam z pełną odpowiedzialnością że tak, ale nie jest to ani najlepszy, ani mądry pomysł. Policzyłem, że mój plan przygotowawczy do maratonu to dokładnie jedenaście treningów po kilkanaście kilometrów. Pięć z nich to były biegi po około 20km. Wszystkie po górach, lub górkach – kwestia interpretacji.

Każdy doświadczony biegacz powie, że to o wiele za mało i teraz po zaliczonym maratonie podpisuje się pod tym obiema rękami. Dodatkowy problem jaki mnie spotkał to kontuzja ścięgna. Dzień przed maratonem byłem na weselu, na którym niefortunnie naderwałem ścięgno w nodze. Jest to kontuzja, która powtarza się u mnie już trzeci raz w tej samej nodze, więc znam nieco temat.

Mimo tego, że rano ledwo chodziłem, nie umiałem wyjść z auta na parkingu przed linią startu to zdecydowałem się na ten bieg. Pragnienie i upór umysłu wygrało z niezdolnością organizmu. Kilka miesięcy temu zdecydowałem, że to zrobię i nic nie mogło mi stanąć na drodze. Rezygnacja ze startu była najprostszym rozwiązaniem, które niosłoby za sobą szereg konsekwencji związanych z moimi emocjami i uczuciami.

Wiem, że rezygnując ze startu przegrał był zbyt wiele, doznałbym porażki i przykrości związanej z niespełnionym marzeniem czy nieosiągnięciem danego celu. Takie doświadczenie powaliłoby moją pewność siebie i zdolność do pokonywania słabości na kolana. Wiedziałem, że musze chociaż wystartować, aby nie pluć sobie w twarz, że nie podjąłem walki. Przyjąłem do siebie tylko dwa scenariusze, albo dobiegnę, albo mnie odwiezie karetka – sam na pewno nie odpuszczę.

Z jednej strony to bardzo nieodpowiedzialne, nierozsądne, niemądre i niedojrzałe, ale z drugiej strony to definiuje mnie w pewnej sytuacji i utwierdza w przekonaniu, że mimo niesprzyjających warunków można, a nawet należy walczyć o swoje. Po szybkiej analizie wszystkich za i przeciw, uznałem, że w najgorszym wypadku wywiozą mnie karetką, zagipsują na dwa miesiące lub będę chodził o kulach przez pół roku.  Nie była to więc walka na śmierć i życie, więc podjąłem wyzwanie.

Naderwane ścięgno tak bolało, że nie mogłem zrobić większego kroku niż klasyczny chód. Biegłem więc powoli, krok po kroku stałym tempem. Nie było to nawet takie złe, ale zauważyłem pewne wady. Zbiegając z góry musiałem ograniczać zakres kroku, aby nie zerwać ścięgna, więc nie mogłem wykorzystać potencjału i zalet zbiegów. Równym i stałym tempem przebiegłem około 20 kilometrów, ale ból w prawej nodze sprawił, że większy nacisk kładłem na lewą. Na półmetku zaczęły się moje problemy. Mięśnie w lewej nodze oszalały, doznałem poważnych skurczy, tak że przez kilkaset metrów noga była sztywna. Od tej pory problem ze ścięgnem nie był już najważniejszy.

Po kilku kilometrach zaczęły się problemy z drugą nogą, miałem skurcze w obu udach i obu łydkach, a ból był w tylu miejscach, że nie mogłem już go miejscowo zlokalizować. Można powiedzieć, że od około 25-30kilometa walczyłem o przetrwanie, a nie o wynik. To były ciężkie momenty, przez 3 godziny biegu walczyłem z bólem i słabościami, ale w duchu myślałem sobie, że „teraz będzie z górki, w końcu większość trasy za mną”. To jednak tak nie działa. Każdy następny kilometr był coraz gorszy, a ostatnie cztery kilometry ciągnęły się w nieskończoność.

Finalnie wbiegłem na nowy stadion śląski o własnych siłach pełen radości i zadowolenia z wykonanej pracy. Ten moment wynagradzał wszystko. Sprawił, że osiągnąłem kolejny poziom swoich możliwości pod kątem sportowym jak i emocjonalnym. Bardziej poznałem siebie i mocno przećwiczyłem negocjacje mózgu z resztą organizmu na temat tego co się da, a czego się nie da zrobić. Był to moja wewnętrzna walka, stricte psychologiczna a nie wydarzenie sportowe. Dla mnie znaczyło to wiele, kosztem chwilowego utraty zdrowia. Opłacało się.

Podsumowując jednak, teraz z pełną świadomością wiem, że takie treningi to zdecydowanie za mało i należy biegać częściej. W przyszłym roku postaram się staranniej przygotować i w miarę unikać kontuzji z tzw. własnej głupoty. Nie polecam nikomu rzucać się na maraton bez odpowiedniego przygotowania, bo zakwaszone mięśnie, bóle w ścięgnach i w stopach to ciężka przeprawa. Wiem również, że treningi po górach pomogły mi w podbiegach, ale z kolei odzwyczaiłem się całkowicie od asfaltu. Na asfalcie biegnie się fatalnie, bolą stopy i kolana, a w górach tego nie było.  Aby się dobrze przygotować trzeba więc uwzględnić teren, po którym trenujemy, wzniesienia, tempo i często pogodę. W górach biega się o wiele lepiej niż w miejskiej dżungli, powietrze jest czystsze, drzewa osłaniają przed słońcem, nie biegniemy po twardym i rozgrzanym asfalcie. Mimo wszystko uważam to za świetne doświadczenie, które chyba uzależnia, bo w przyszłym roku na pewno też podejmę wyzwanie.

Copyright 2016 Bartłomiej Sosna. & Uruchomienie blogu Gafdesign