Dochód pasywny to w ostatnich latach coraz bardziej popularne pojęcie. Prawie każdy kto czytał książki Kiyosakiego, chce tak jak on żyć z wynajmu nieruchomości i cieszyć się dobrami tego świata. Nie każdy jednak przekonał się, że to nie do końca tak wygląda jak przedstawia to autor, trenerzy biznesu, oraz wszelkiego rodzaju kołcze i mentorzy.

 

Zacznijmy jednak od samej definicji. Dochód pasywny to taki dochód, który przynosi nam stały zysk bez naszego zaangażowania w pracę. Taki dochód buduje się po to, aby doprowadził nas do wolności finansowej. To z kolei stan, w którym więcej pieniędzy wpływa na nasze konto niż z niego wydajemy zachowując dogodny dla nas standard życia.

 

Jedni ludzi głęboko w to wierzą, że tak może być, inni kpią i drwią twierdząc, że to niemożliwe, a same pojęcia i ich definicje to literacki stek bzdur.

Gdzie więc szukać prawdy?

W mojej ocenie zachodzi pewna nieścisłość między wolnością finansową a metodami jej osiągnięcia. Aby zapewnić sobie stałe wpływy na konto, które nie angażują nas, naszego czasu i pracy możemy zrobić kilka rzeczy:

 

– Otworzyć biznes, który będzie całkowicie zautomatyzowany, będzie miał zespół wspaniałych ludzi i lidera, który wyciągnie go na wyżyny.

– Stworzyć innowacyjny produktu, który zrewolucjonizuje świat i zapewni nam stałe wpływy ze sprzedaży licencji na ten produkt.

– Kupić kilka nieruchomości, z których będziemy czerpać zysk od najemców.

 

A jak to jest w praktyce.

Być może to podejście zburzy cały obraz idealnego świata dostatku i obfitości wielu młodym i nie tylko osobom, które marzą o wolności finansowej, ale chciałbym im otworzyć oczy.

Marzenia są potrzebne, aby wyznaczać sobie cele, ale bez ciężkiej i mozolnej pracy żadnego poważnego marzenia nie można zrealizować.

 

Kiyosaki pisał o dochodzie z biznesu, nieruchomości i wartości intelektualnej. Przeczytałem kilkanaście jego książek, które z resztą były dla mnie całkiem ciekawe i wartościowe, mimo to wg mnie więcej tam Amerykańskiego Snu(american dream) niż prawdy i życia.

 

Kupując mieszkanie na wynajem wkładamy w to mnóstwo wysiłku, czasu i pieniędzy. Można oczywiście polemizować, bo można wszystko zlecić i nic nie robić. Możemy wszystko zrobić samemu i nic nie zapłacić.

Prawda jest taka, że w tym interesie występują zależności w stałej proporcji:

Im więcej włożymy czasu, tym mniej włożymy pieniędzy. Im więcej włożymy pieniędzy tym mniej włożymy czasu. Im więcej włożymy swoich pieniędzy tym lepsza będzie stopa zwrotu. Im więcej włożymy pożyczonych pieniędzy tym mniejsza będzie stopa zwrotu.

 

Jakby nie patrzeć zależności i proporcje zawsze będą zachowane. Jeżeli zlecimy całą operację znalezienia, kupna, dostosowania nieruchomości, znalezienia najemcy itd. to zaoszczędzimy mnóstwo czasu, ale wydamy mnóstwo pieniędzy. Jeżeli zrobimy to sami będzie dokładnie na odwrót a to przełoży się bezpośrednio za ROI, czyli zwrot z inwestycji.

 

Mając nawet kilka niewielkich mieszkań musimy odpisywać liczniki, opłacać rachunki, ubezpieczenia. W razie wyprowadzki najemcy musimy odświeżyć mieszkanie, szukać nowego, a cały czas musimy dbać o drobne remonty i dobry stan urządzeń w lokalu. Nie sposób  zgodzić się, że to czysty dochód bez angażowania naszej pracy. Zyski z kolei są na tyle nieduże, że nie możemy zatrudnić osoby, która będzie to za nas robiła.

 

Podsumowując to nie działa! Nie działa na małej skali. Jeżeli osiągamy wyższy poziom, więcej nieruchomości, większe przychody, wtedy możemy zlecać część zadań i obowiązków lub oddać wszystko w ręce jakiejś firmy. Wtedy działa, ale pochłania spory kawał naszych zysków. Zależność musi być zachowana.

 

Stworzenie firmy i zbudowanie zespołu, którym zarządza lider itd.

Zabrałem się w życiu już za niejedną firmę i niejedno przedsięwzięcie. Stworzenie firmy, zespołu i zatrudnienie lidera jest wykonalne, ale czaso-i-energochłonne. Nie da się tego zrobić w rok czy dwa. Są oczywiście jak zawsze wyjątki, ale ten artykuł jest o schodzeniu na ziemię, a nie wchodzeniu na księżyc.

Zestawiając ze sobą książki biograficzne najbardziej wybitnych i znanych biznesmenów, liderów i przywódców, często powtarzają się pewne rzeczy. Każdy lider przychodzi do pracy pierwszy, wychodzi ostatni, a przez cały urlop układa plan działania na najbliższe pół roku. Ni jak się to ma do biznesu, który wiedzie własne życie, bez naszego udziału.

Uważam, że mimo wszystko można automatyzować biznes, scedować większość zadań i obowiązków, ale nie można zrobić wszystkiego. Prowadząc biznes kilka lat oczywistym jest, że nie będziemy robić podstawowych rzeczy, które nie przekładają się na wartość dodaną. Będziemy jednak układać plan, strategię i myśleć, w którym kierunku podążać. Rynek się zmienia, trzeba go analizować i z wyprzedzeniem podejmować decyzje, które czasami są błędne, a to powoduje spore obciążenie psychiczne i zmęczenie organizmu. Mimo, że większość rzeczy będą robili za Ciebie ludzie to obciążenie i odpowiedzialność jakie na Tobie będą spoczywać  są ogromne. Żaden lider, który będzie na umowie o prace nie pociągnie Twojego biznesu. Decyzje, które będzie podejmował często będą nieracjonalne, ponieważ nie ryzykuje praktycznie nic swojego. Inaczej podejmuje się decyzje o Twoim być, albo nie być. O tym czy wpadniesz w długi, czy utrzymasz firmę czy będziesz musiał ogłosić bankructwo. Inaczej rozporządzasz sowimi pieniędzmi, które ciężko zarobiłeś, a inaczej takimi, które dostałeś w zarządzanie(patrz Urzędy).

Aby firma miała prawdziwego lidera musi on mieć w niej udziały. To jedyny sposób na to, aby traktował biznes jak swój własny i wyciągał go na wyżyny. Taki lider to osoba, która zna firmę od podszewki, pracuje lata, ma doświadczenie, wiedzę i potencjał, a to kolejny szereg barier, które na początku są nie do przejścia. Wracamy więc znowu do statusu ciężka praca przez lata i dalej dążymy do wolności finansowej.

Tomothy Ferriss pisał w swojej książce 4godzinny tydzień pracy o maksymalnej automatyzacji biznesu w taki sposób, aby pracować kilka godzin w tygodniu a zarabiać kilkakrotnie więcej. W praktyce jednak jest to mało prawdopodobne. Nie mówię, że niemożliwe, ale mało realne.

Autor stworzył biznes internetowy oparty na dropshipingu. Rzeczywiście w teorii jest taka możliwość, aby sprzedawać produkt, który będzie leżał w magazynie zewnętrznej firmy. Realizacja zamówień, obsługa klienta i wysyłka też będzie zlecona na zewnątrz, ale jest kilka warunków, które należy spełnić:

– Produkt musi być prosty i taki, który nie sprzedaje się w formie zakupów łączonych.

Co to oznacza?

Może to być np. Książka lub perfum, ponieważ są to produkty, które są pełnowartościowe same w sobie.

Kupując np. lampę, możesz dokupić do tego żarówki, złączki elektryczne, klucz do montażu. Kupując felgi, możesz dokupić opony, środki do pielęgnacji itd. To zdecydowanie utrudnia dropshiping i co najważniejsze obsługę klienta.

Ciężko zlecić niedoświadczonej osobie w danej branży obsługę klienta, który będzie pytał o to jakie najlepiej dobrać opony do tych felg, jakie środki czystości, a czy to będzie pasowało do danego modelu samochodu itd. Nie wierzę, że jakakolwiek firma, która zajmuje się obsługą klienta w formie outsourcingu jest w stanie rzetelnie odpowiadać na wszystkie pytania i realizować sprzedaż przy łączonych produktach.

Mając do czynienia np. ze sprzedażą perfum, możemy podać co najwyżej rozmiar i kolor flakonu, opakowania, przybliżoną nutę zapachową oraz czas dostawy. To są informację, które może przekazać każdy, natomiast dla branż specjalistycznych i bardziej złożonych nie jest to możliwe.

– Autor pisze o stworzeniu własnego produktu, który będzie spełniał powyższe wytyczne.

Ale co z resztą?

Nawet jeżeli stworzymy genialny produkt, którego sprzedaż można outsourcować to musi się o nim dowiedzieć świat. Trzeba zrobić porządny sklep internetowy, przeprowadzić mnóstwo działań marketingowych, które należy przemyśleć, zaplanować i wdrożyć. Zrobienie takiej platformy to kilka miesięcy pracy, działania marketingowe powinny być zaplanowane na rok do przodu i jeszcze nie mamy pewności jak wypozycjonowana będzie nasza strona po roku czy dwóch. W mojej ocenie nijak 4 godziny pracy w tygodniu nie łączą się ze stworzeniem takiego biznesu.

Timothy Ferriss daje fenomenalne know how jak to zrobić, krok po kroku. Opisał strony internetowe, które pomogą w realizacji takiej strategii. Wszystko to bardzo ciekawe i użyteczne informacje, ale odnoszę wrażenie, że autorzy takich książek, odnoszący szeroko pojęty sukces w danej dziedzinie nie piszą wszystkiego.

Większość autorów opisuje gotowy przepis na sukces i jak to zrobili w kilka miesięcy, ale patrząc na oś czasu, opisują oni zdarzenia sprzed kilku miesięcy czy lat. Nikt nie opisuje swojej kilkunastoletniej drogi zdobywania wiedzy i doświadczeń, upadków i porażek, które finalnie doprowadziły do miejsca, w którym są obecnie. Niestety porażki się nie sprzedają, a powinny, bo mają największą wartość.

 

 

Wartość intelektualna, patenty i licencje to kolejna rzecz, dzięki której możemy czerpać dochód pasywny. Spójrzmy jednak realnie jak to jest w praktyce. Sam Robert Kiyosaki najpierw musiał stworzyć kilka biznesów, dorobić się na nieruchomościach, aby później wykreować się na guru od nieruchomości i rentiera. W praktyce jednak facet zrobił Brand, czyli jego nazwisko, stworzył grę i założył kluby CashFlow, ale to wszystko bazując na historii o swoich biznesach i nieruchomościach.

Sześdziesięcioparoletni facet, który jest rentierem, aktywnie robi szkolenia, zarządza firmą, jeździ służbowo po świecie i głosi wolność finansową. Paradoksalnie rentier w wieku polskiego emeryta pracuje dużo dłużej i ciężej niż osoby w wieku produkcyjnym.

Kolejny guru Brian Tracy, stworzył Brend i firmę pod swoim nazwiskiem. Facet ma 73 lata, a dalej jeździ po świecie głosić mowy motywacyjne. Brian, jeden z najbardziej znanych konsultantów na świecie, chyba nieświadomie stworzył Brend, w którym sam się uwięził. Sądzę, że nikt nie przyjedzie na Kongres Briana Tracy’ego, jeżeli sam Brian nie będzie obecny. Taki biznes sprawił, że żaden event bez niego nie może się odbyć. Do jakiejkolwiek wolności mu bardzo daleko.

Reasumując dochodzę do dwóch wniosków. Znam kilka osób, które są wolne finansowo, nie muszą pracować, a mimo tego często pracują więcej niż średnio osoba na etacie. Można to interpretować na dwa sposoby. Albo żyjemy w matrixie i ktoś tu kłamie, ale naszym celem nie może być wolność finansowa. Ludzi, którzy mają marzenia, cel i ciągle do czegoś dążą – żyją. Jeżeli zabraknie marzeń, człowiek umiera, najpierw psychicznie, później fizycznie.

Aby osiągnąć w ogóle wolność finansową trzeba włożyć w to mnóstwo wysiłku, zaangażowania, pracy, czasu i poświęceń. Nie ma innej drogi na skróty. A jak już osiągniemy tę wolność to tylko po to, aby wyznaczać sobie kolejny większy cel. Dopóki jesteśmy aktywni i wierzymy w jakieś idee, mamy plany do realizacji i marzenia to w naszym życiu jest sens.

Wolność finansowa sama w sobie jest błędnie odbierana. Człowiek nie może żyć leżąc na plaży i popijając drinki w nieskończoność. Wtedy stanie się tylko żulem, który pije droższe alkohole. Wolność finansowa powinna być jednym z przystanków na naszej drodze, dzięki której odciążymy umysł od podstawowych zmartwień o potrzeby pierwszego rzędu. Dzięki temu będziemy mogli świadomie i bezpieczniej zabierać się za kolejne wyzwania.

Udostępnij ten artykuł Twoim znajomym!